W sobotę 16 kwietnia tuż po szkoleniu dla katechistów wybrałem się do jednej z wiosek na comiesięczną Mszę Świętą, ale jak się okazało,mieszkańcy wioski stwierdzili, że skoro jest kurs dla katechistów, to nie przyjadę, więc zastałem kaplicę zamkniętą na kłódkę i żywej duszy w pobliżu. Kiedy już dowiedziałem się od przechodzącej osoby w czym rzecz, wróciłem domisji i postanowiłem wraz z młodzieżą wybrać się do Ayacucho - misji, którą, kilka lat temu,obsługiwałem razem z Honorato Vasquez, aby zawieźć ubrania zebrane w naszej misji jako pomoc dla powodzian. 

Przez ostatnie pięć lat pracowałem razem z ks. Wiesławem w La Unión - Pueblo Nuevo, gdzie razem dojeżdżaliśmy do 38 kaplic. W styczniu ubiegłego roku naszą diecezję misyjną opuścił jeden kapłan pochodzący z Indii i misja, w której pracował przez cały rok przeszła pod opiekę ojców Karmelitów z miasta Pichincha, którzy po roku posługi w tej misji zakomunikowali biskupowi, że mając 130 kaplic na wspólnotę składającą się z trzech kapłanów, nie są w stanie obsługiwać dłużej jeszcze 25 kaplic z innej misji. W związku z tym w połowie stycznia mons. Lorenzo Voltolini - Arcybiskup Portoviejo poprosił mnie, abym podjął się pracy misyjnej w nowej misji,

która dla mnie była już znana, ponieważ jest misją sąsiadującą zarówno z Honorato Vásquez, jak i z La Unión - Pueblo Nuevo, i często zachodziła potrzeba przejazdu przez nią aby dojechać do niektórych kaplic należących do poprzednich misji.

W dniu 11 maja tegoż roku po raz kolejny udałem się do Polski. Tym razem celem mojego wyjazdu było odnowienie paszportu, którego ważność kończyła się  wprawdzie na początku 2016 roku, ale przy tak krótkim okresie ważności paszportu nie mógł bym odnowić wizy ekwadorskiej, której ważność kończy się mi już w październiku, a do której odnowienia potrzebuję conajmniej dwa lata ważności paszportu.